Cudowne ludziska witam Was z Malezji
Szczerze to nie za bardzo wiedziałem jak zabrać się do pisania tego posta. Ostatni tekst przyszedł mi dosyć ciężko. Wiecie jak to jest prosić o taką pomoc. Czułem się jakbym się rozebrał i wylazł na środek Schop street. Obciach. Ale najważniejsze, że obciach był skuteczny. Liczyłem, że pomoc skapie małym strumieniem. Nieprawda. Pomoc napłynęła siłą potężnej rzeki. Macie wielkie serca. Moje dzięki na nic się nie przełoży, więc nie wysilam się na żadne wielkie słowa. Po prostu jesteście genialnie cudni. Ogromne, szczere, wielkie DZIĘKI.
Dobra, teraz szybko co u mnie. Podróż z Kalkuty do Kula Lumpur. Rzeźnia. Z mojego hotelu do lotniska jest 12km. Odlot 16.45. Coś mnie tknęło i biorę takse o 12. I całe szczęście. Droga na lotnisko 3 godziny!!! Ulice zakorkowane do bólu. To co robił ten taksiarz to przechodzi ludzkie pojęcie. Ocierałem się o kataklizm co 3 min. Po prostu na ulicy indyjskiej panuje jedno prawo: kto pierwszy ten lepszy. Dojeżdżam na lotnisko z żołądkiem w gardle. Na lotnisku kolejny problem. Mam 3 kilo nadbagażu. Miła pani, która mnie odprawia, żąda zapłaty w wysokości połowy ceny biletu (wredna su.. jakby nie mogła machnąć ręką) . Wywalam do śmietnika skarpety, majty, ręcznik, pastę do zębów i resztę kosmetyków, koszulki. Wracam do przemiłej pani (gupia su..), teraz bagaż się zgadza. Następnie dziesiątki kontroli: prześwietlanie bagaży, pieczętowanie, stęplowanie, cuda na kiju.W końcu odlot. W Kula Lumpur ląduje o 20.30. Przestawiam czas o 3 godziny i jest 23. 30. Po odprawie wychodzę na lotnisko i co ukazuje się moim oczom?? KFC! Wpadam z rozbiegu. Zamawiam Big Mega Super Wypas hamburgera, Big Mega Super Wypas chikena, Big Mega Super Wypas frytki. Żre do bólu. I wszystko bez ryżu. Nie wiecie jak to jest... Ale wierzcie mi wyjebiś......
Jest po północy. Autobus do centrum rusza o 1. Jadę godzinę. Wysiadam w chińskiej dzielnicy bo tu najtaniej. Jest druga w nocy, a tu suprjas. Wszystko tętni życiem. Knajpy, kafejki, puby, restauracyjki, wszytko pootwierane. Na ulicach pełno stonki. Ludzkość żyje nocnym życiem. Zewsząd dochodzi mnie różnoraka muza. Nie wierze własnym oczom. Muzułmański kraj, a tu zabawa do rana. Po 2 miesiącach w Indiach, mały szok. Szukam hotelu. Łażę 2 godziny i wszystko drogie a tanie zajęte (święta). Znajduję hotel za 12e. Najtaniej jak się dało i nie ma rewelki. Pokój bez okna, kibel i prysznic na zewnątrz, oczywiście zimna woda. W ogóle Malezja nie jest tania. Butla mineralki prawie 2e. Żarcie ok 6e. Alkohol Mega drogi. Haineken 0,33l w sklepie 2e. Podczas szukania hotelu jestem świadkiem niesamowitej sceny. Chińska knajpa. Usytuowana prawie na ulicy, kuchnia widoczna dla ludzi. Kątem oka dostrzegam jak miedzy garami biega szczur. Patrze a kucharz błyskawicznym ruchem ręki łapie szczura za ogon i obcina mu łeb. Prawie zwariowałem. Ale teraz najlepsze. Kolo wyrzuca zwłoki szczura do śmieci i nie wycierając tasaka, wraca do krojenia czegoś tam. Właśnie stracili klienta. I to co uderzyło mnie na ulicy najbardziej: malezyjskie kobiety. Pamiętajcie jestem w muzułmańskim kraju.!!! Pannice w minówach, że w krótszych się nie da. Generalnie chodzą nieźle wyuzdane, a poza tym urodą nie grzeszą. Rudowłosa, nie pieklij się teraz za bardzo. Trzeba być obiektywnym. Przy Tobie wszystkie one bledną, jesteś tą najjaśniejszą gwiazdką na nieboskłonie. Panowie więcej szczegółów i obserwacji na ten temat jak wrócę i spotkamy się na browarku:) W stolicy Malezji siedzę 5 dni, bo święta i to akurat wypada na sobotę i niedziele, więc ciężko z transportem. Ale na nudę nie narzekam, choć w wigilię łapie mnie chandra i lekko się znieczulam. Dobra z tym "lekko" trochę kłamie. Znieczulam się na maksiora, co robić, człowiek nie wielbłąd, pić musi. Jakoś tak pomyślałem o Was, o biesiadach przy stole, a ja w tych 4 ścianach...
Obecnie jestem w Melace, pięknym mieście o niesamowitej architekturze. Oczywiście mieszkam w chińskiej dzielnicy bo najtaniej:) Zwiedzam chińskie świątynie, stare miasto, wszystko jest niesamowite.Wieczorami błąkam się ulicami, wśród setki knajpeczek, pubów, restauracyjek. Spędzę tu Nowy Rok. Potem grzeje do Johan Batur, następnie Petang, potem tydzień malezyjskiej dżungli, plantacje herbaty, powrót do Kula Lumpur i go home. Kupiłem bilety na powrót do domu. Niestety:(
Przypomniała mi się refnej jednej piosenki z repertuaru KAT (klasyka polskiego metalu), "okręt mój płynie dalej, gdzieś tam..'. Dzięki Wam mój żaglowiec płynie dalej, nabrał wiatru w żagle i gna do przodu. Ale wiecie trzeba tak pić z czary ambrozji by nie stała się czarą goryczy. Mój puchar jest wypełniony ambrozją po brzeg, więc pora zwijać do portu. I tak po powrocie,będę musiał znaleść jakiś nocny etat w MCdon..żeby stanąć na nogi. Ale co tam. Starożytni Nepalczycy mawiali : "lepiej przeżyć w życiu jeden dzień jak dziki tygrys na wolności, niż całe życie jak stado beczących owiec".
Dobra tyle niusów u mnie. Jutro sylwester, więc wiadomo. Wszyscy "koko dżambo i do przodu". Potem poranek w nowym, tym piękniejszym lepszym roku. A tu wiadomo, szarówa życia, w głowie tupią krasnale w metalowych butach, jakiś klinik by sie przydał:) Trzymajcie się. Pozdrawiam Was z gorącej Melaki:) Następne wieści z Singapuru:)
http://picasaweb.google.com/krzychorama/KulaLumpurIMelaka?authkey=Gv1sRgCJvx8a3Apb2vkgE#
Obecnie jestem w Melace, pięknym mieście o niesamowitej architekturze. Oczywiście mieszkam w chińskiej dzielnicy bo najtaniej:) Zwiedzam chińskie świątynie, stare miasto, wszystko jest niesamowite.Wieczorami błąkam się ulicami, wśród setki knajpeczek, pubów, restauracyjek. Spędzę tu Nowy Rok. Potem grzeje do Johan Batur, następnie Petang, potem tydzień malezyjskiej dżungli, plantacje herbaty, powrót do Kula Lumpur i go home. Kupiłem bilety na powrót do domu. Niestety:(
Przypomniała mi się refnej jednej piosenki z repertuaru KAT (klasyka polskiego metalu), "okręt mój płynie dalej, gdzieś tam..'. Dzięki Wam mój żaglowiec płynie dalej, nabrał wiatru w żagle i gna do przodu. Ale wiecie trzeba tak pić z czary ambrozji by nie stała się czarą goryczy. Mój puchar jest wypełniony ambrozją po brzeg, więc pora zwijać do portu. I tak po powrocie,będę musiał znaleść jakiś nocny etat w MCdon..żeby stanąć na nogi. Ale co tam. Starożytni Nepalczycy mawiali : "lepiej przeżyć w życiu jeden dzień jak dziki tygrys na wolności, niż całe życie jak stado beczących owiec".
Dobra tyle niusów u mnie. Jutro sylwester, więc wiadomo. Wszyscy "koko dżambo i do przodu". Potem poranek w nowym, tym piękniejszym lepszym roku. A tu wiadomo, szarówa życia, w głowie tupią krasnale w metalowych butach, jakiś klinik by sie przydał:) Trzymajcie się. Pozdrawiam Was z gorącej Melaki:) Następne wieści z Singapuru:)
http://picasaweb.google.com/krzychorama/KulaLumpurIMelaka?authkey=Gv1sRgCJvx8a3Apb2vkgE#
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz