foty

czwartek, 14 października 2010

http://picasaweb.google.com/krzychorama/VARANASI?authkey=Gv1sRgCI2fgbHTnrORPw#Witam po małej przerwie:)
Od 2 dni jestem w Varanasi i sporo się znów wydarzyło. Postaram się krótko i zwięźle opisać najważniejsze wydarzenia. W pociągu z Agra poznaje dwie czeski: Joane i Viere. Pomagam dziewczynom wrzucić bagaż na ich koja, zaczyna się bla, bla bla i staje na tym ze poszukamy na miejscu razem pokoju. One mają namiar na dobry hotel z przewodnika. Wiec po wyjściu ze stacji szukamy owego lokum. Po długi targach z rikszarzami dojeżdżamy na miejsce. Hotel owszem jest niezły ale drogi. Po negocjacjach targujemy pokuj za 6 jurków na głowę.Bierzemy prysznic i idziemy cos zjesć. Laski się uparły zeby isć do Shanti Guest bo ponoć w przewodniki piszą ze tanio i dobrze. Przestaje im ufać. Jednak okazuje się ze jest to strzał w dziesiątkę. Restauracja znajduje się na dachu( 5 piętro) hotelu w którym aktualnie mieszkam. I tu w ciągu paru minut poznajemy niesamowitych ludzi: parę Słowaków, Kanadyjczyka Krisa, Niemca Pashala, jakiegoś austryjaka. Nagle na stole pojawiają się browary a z rąk do rąk krążą jointy.  Zaczynają się snuć historie: kto, gdzie, jak, na co, dlaczego itd.  Po osiemnastej zapadają ciemności i na dachu pojawia się robactwo różnego rodzaju. Nie pytajcie jakiego... Do 2 browca zwracam na to uwagę, odpędzam je od siebie. Po następnym mam już to w du... Mało tego, nie wiadomo skąd, na brezent który służy jako dach, wylazły 15 centy metrowe jaszczurki. Myślicie ze ktoś się przejął, w Indiach to normalka... Robi się po 22.  Musimy wracać bo nasz hotel zamykają o 23. Ugadujemy się z całą ekipą ze spotykamy się o 5 rano nad gangesem i wynajmiemy łódź na spływ.  Jesteśmy za piętnaście jedenasta w naszym lokum a tu echo, kłódka na drzwiach.Po 3min tłuczenia cieć nas wpuszcza i szybko idziemy w kimę. Jakoś nie chce mi się wierzyć w skuteczność porannej wyprawy ale nastawiamy budziki na 4. Wstajemy z oporem, ale doprowadzamy się do pionu i wleczemy na miejsce spotkania. O dziwo na miejscu jest już Kanadyjczyk z parą Słowaków. Patrze na ich twarze i nawet nie pytam o której skończyli balety (czy w ogóle skończyli). W ciągu 10 minut zjawia się cała brygada: dochodzi Niemiec i austyjak. Dobijamy szybko targu z przewoźnikiem, 2 jurki za łeb i wsiadamy na łódkę. Kupujemy za jurka od dzieciaka miseczki z kwiatami,by je zapalić i puścić z wodami Gangesu( hołd dla zmarłych)
    Wypływamy gwarną ekipą zanurzając sie w ciemnościach Gangesu. Rozmowy jednak szybko milkną ,bo oto mijamy miejsce krematorium. Na brzegu widać płonące stosy  z ciałami. Nad rzeką unosi się zapach dymu i palących ciał który kłuje w nozdrza. Już nie słyszę żadnych głosów,  słyszę cisze i trzask dymu. Zapalamy  spodeczki z kwiatami i puszczamy z prądem.... Niesamowita chwila. Miejsce w którym życie i śmierć stają się jednym i tym samym, zamyka się krąg początku i końca. Dym.... jest a za chwile go nie ma... ciężko nawet go zdefiniować, jag by wymakał się rzeczywistości... Jednak idealnie oddaje nastrój chwil...
    Z letargu i zadumy wyrywają nas dzwonki. To mnisi wychodzą na brzeg Gangesu, zapalają mnóstwo świec i pinkają w swoje dzwoneczki.  Słonce już pomału odsłania mętne tonie świętej rzeki. Nagle jeden ze Słowaków wyciąga blanta... Myślę se zwariowali jest po 5 rano a oni już zaczynają... W końcu blant trafia do mnie. Myślę se nie... Dobra kłamie, nie myślę tylko biorę 2 mocne buchy... I znowu cisza... ale inna. Wszyscy mają zawieche, patrzymy na spektakl światła jaki funduje nam słonce w wodach Gangesu.... Cudownie... Po kilku minutach moze kilkunastu ekipa zaczyna się komunikować:) Robimy foty kąpiącym się hindusom i wwracamy z powrotem. Każdy wygląda na nieźle zużytego więc bez słowa rozchodzimy się do pokojów. Dziewczyny kładą się spac,ja w ślad za nimi. Wstajemy przed 12 zdajemy pokuj, ja przenoszę się do Shanti. Po południu włóczymy się po mieście a po 18 dziewczyny idą na pociąg, jadą gdzieś pod nepalską granice. Wymieniamy maile i zostaje sam...
 Jako ciekawostka dodaje ze impreza dla umarlaka, a raczej jego familii kosztuje 2000 rupi czyli 40 jurków. to całkiem sporo....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz